STANY ZJEDNOCZONE

UNIA NIESAMOWITYCH WRAŻEŃ

Świat jest kamerą, proszę się uśmiechać – mawia stare amerykańskie porzekadło. I faktycznie, Amerykanie śmieją się praktycznie wszędzie i w każdej sytuacji. Do tego stopnia, że ludzie z innych stron świata często uważają ten uśmiech za wymuszony. Dla osób zamieszkujących na stałe tereny od Florydy po Kalifornię śmiech jest jednak czymś całkowicie naturalnym, dlatego już podczas rezerwacji biletów na lot do USA warto zapamiętać zasadę: im więcej człowiek uśmiecha się, tym szybciej Jankesi wezmą go za swojego i tym bardziej udany będzie pobyt na ich terenach. Inna sprawa, że o uśmiech w Stanach Zjednoczonych naprawdę nie jest trudno – tyle tam jest do zobaczenia.

Bogactwo atrakcji i ogromna powierzchnia sprawiają, że ile osób, tyle sposobów na poznawanie tego liczącego 320 milionów mieszkańców państwa. Jedni wybierają dany obszar i tylko na nim się koncentrują, chcąc jak najlepiej poznać wszystko, co się na nim znajduje. Inni skupiają się jedynie na obiektach o określonej tematyce i ich szlakiem przemierzają kraj. Jeszcze inni po przylocie wykupują wycieczki objazdowe, z którymi w dwa tygodnie przejeżdżają po kilkanaście stanów, pobieżnie poznając najważniejsze miejsca. A są też tacy, którzy po wylądowaniu mają zaplanowany tylko jeden przystanek, a później spontanicznie ruszają w dalszą drogę i bez sztywnego planu poznają amerykańskie terytoria. Co ich łączy, to fakt, że niemal wszyscy wracają zadowoleni.

Będąc w Stanach Zjednoczonych, na pewno trzeba odwiedzić przynajmniej kilka z prawie 60 parków narodowych. W tym ten najstarszy na świecie – Yellowstone, który powstał już w 1872 roku. Rozcięty głębokim wąwozem rzeki Yellowstone rezerwat wyróżnia się przede wszystkim niespotykaną koncentracją gejzerów – jest ich około trzystu (co oznacza 2/3 wszystkich tego typu obiektów istniejących na świecie). Widniejący od prawie czterech dekad na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO park słynie również z wodospadów, wulkanów błotnych i fumaroli, czyli wyziewów gazów i par wydobywających się z głębi ziemi. Na jego terenie (obejmującym aż trzy stany: Wyoming, Montana oraz Idaho) żyje również wiele gatunków dzikich zwierząt – w tym niedźwiedzie grizzly, wilki, bizony oraz wapiti (jelenie kanadyjskie).

Nie mniej fascynujący jest Park Narodowy Wielkiego Kanionu w Arizonie. Jego nazwa pochodzi od kanionu wyżłobionego przez rzekę Kolorado, który powszechnie jest uznawany za najbardziej spektakularny wąwóz na świecie. Jego głębokość sięga nawet 1600 metrów, a poziome warstwy skał umożliwiają prześledzenie geologicznych dziejów planety. Co ciekawe, występują tam także prahistoryczne ślady osadnictwa, dzięki którym można przekonać się, w jaki sposób ludzie dostosowali się do wybitnie nieprzyjaznego otoczenia. Już poza terenem parku warto wybrać się do otwartej niespełna dekadę platformy widokowej Skywalk – tam, na wysokości 1220 metrów, można spojrzeć w dół kanionu stojąc jedynie na tafli przezroczystego szkła. Nic dziwnego, że konstrukcja ta nazywana jest najwyższym balkonem świata.

W ścisłej czołówce najchętniej odwiedzanych amerykańskich rezerwatów są też: Park Narodowy Gór Skalistych w Kolorado, Park Narodowy Zion w Utah oraz Park Narodowy Yosemite w środkowej Kalifornii. O tym ostatnim, usytuowanym na zachodnich zboczach gór Sierra Nevada, brytyjski przyrodnik John Muir zwykł mawiać, że nie może się z nim równać żadna świątynia wybudowana przez człowieka. Elementami typowymi dla Yosemite są granitowe urwiska, krystaliczne potoki, wodospady, pokaźne skupiska sekwoi (mamutowców olbrzymich) i ogólna różnorodność biologiczna (aż 95 proc. powierzchni rezerwatu stanowią tereny nieprzekształcone w znacznym stopniu przez człowieka). Niezapomniane widoki gwarantuje ponadto wizyta w innych popularnych rezerwatach: Olympic w Waszyngtonie, Grand Teton w Wyoming czy Acadia w Maine, którego znaczna część znajduje się na wyspie Mount Desert i na obszarze, którego znajduje się aż pięć XIX-wiecznych latarni morskich umożliwiających żeglugę po tej części atlantyckiego wybrzeża. Wypada dodać, że dziesiątkę topowych pod względem frekwencji parków narodowych w USA uzupełnia Glacier w Montanie, który nazwę zawdzięcza licznym lodowcom tam występującym.

Spośród innych atrakcji przyrodniczych w USA na pierwszy plan wysuwa się wodospad Niagara w stanie Nowy Jork. Przy czym samo sformułowanie „wodospad” jest daleko idącym uproszczeniem, bo Niagara Falls to w rzeczywistości trzy usytuowane bardzo blisko siebie potężne kaskady. Po stronie amerykańskiej zlokalizowane są dwie: Wodospad Amerykański i Wodospad Welon Ślubny (Panny Młodej), które mają przeszło 60 metrów wysokości i około 300 metrów szerokości. Pomiędzy nimi znajduje się natomiast maleńka Wyspa Księżycowa. Trzecia i największa z kaskad (ponad 50 metrów wysokości i prawie 800 metrów szerokości) leży już po stronie kanadyjskiej – to Wodospad Podkowa. Od amerykańskich oddziela ją Kozia Wyspa, która połączona jest z lądem dwoma mostami. O impecie, z jakim wody rzeki Niagara, płynącej z jeziora Erie do jeziora Ontario, pokonują różnicę poziomów, najlepiej świadczy fakt, że tylko przez minutę przez wodospad przelatuje tyle wody, że można byłoby nią napełnić aż 68 basenów o wymiarach olimpijskich. Ten cud natury można podziwiać nie tylko z wyznaczonych punktów widokowych, ale i z perspektywy pokładu statku, który podpływa blisko kaskad. Warto się skusić, tym bardziej że obiektywnie rzecz ujmując, od strony kanadyjskiej cała panorama prezentuje się efektowniej niż od strony amerykańskiej. W miarę możliwości trzeba też zobaczyć wodospad wieczorem, wygląda bajkowo dzięki kolorowej iluminacji.

Jak powtarzał John Steinbeck, amerykański noblista w dziedzinie literatury, jedna trzecia ludzi w USA chce schudnąć, jedna trzecia pragnie utyć, a jedna trzecia jeszcze się nie ważyła. To jedno zdanie trafnie podsumowuje dwie wielkie namiętności miejscowego społeczeństwa: fast foody i sport. Wszelkiego rodzaju burgery, hot dogi, buritta, tortille czy pizze bez trudu można dostać w każdym zakątku Stanów Zjednoczonych. Oferują je zarówno tzw. sieciówki, jak i typowo lokalne punkty gastronomiczne. Tak samo trudno jest zresztą wyobrazić sobie Amerykanów bez puszki coli w dłoni. Ale jednocześnie USA stanowią niedościgniony wzór dla reszty świata pod względem szkolenia sportowego. Już nawet rywalizacja na poziomie szkolnym wywołuje tam nieprawdopodobne zainteresowanie – tak w dyscyplinach zespołowych, jak i indywidualnych. Do podjęcia intensywnych treningów zachęca nie tylko świetna infrastruktura, ale i rozbudowany system stypendiów. Nie każdy oczywiście zostaje później profesjonalnym zawodnikiem, ale prawie u każdego zostaje miłość do sportu. Dlatego tak trudno jest zwykle zagranicznym turystom wybrać się na mecze najważniejszych lig: koszykówki (NBA), hokeja na lodzie (NHL), futbolu amerykańskiego (NFL), baseballa (MLB), a od niedawna także piłki nożnej (MLS). Bilety i karnety rozchodzą się bowiem jak świeże bułeczki i trzeba je rezerwować z bardzo dużym wyprzedzeniem. Nawet jeśli ktoś nie do końca rozumie zasady gry, warto się jednak postarać o wejściówki dla poczucia samej atmosfery, jaka panuje na trybunach podczas meczów ukochanych przez Amerykanów drużyn.

Wielki sport rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych w wielkich miastach. Tym największym – z blisko 9 milionami mieszkańców – jest oczywiście Nowy Jork, czyli „miasto, które nigdy nie śpi”. Metropolia ta uważana jest także obecnie za „stolicę świata” z racji dominującego wpływu na przeróżne dziedziny życia na świecie – od rynków finansowych (Wall Street), przez kulturę (Broadway) i sztukę (Metropolitan Museum of Art), po architekturę, modę czy naukę. Każdy turysta przybywający do Wielkiego Jabłka – jak również często określane jest miasto – z miejsca potrafi rozpoznać najważniejsze obiekty, bo widział je wcześniej niezliczoną ilość razy w amerykańskich filmach i serialach. Dotyczy to choćby Statuy Wolności, Mostu Brooklyńskiego, placu Times Square, ekskluzywnych butików przy Piątej Alei, gmachu Metropolitan Opera, alejek Central Parku czy wieżowców na Manhattanie – na czele z Rockefeller Centre oraz Empire State Building.

Także w drugim największym mieście kraju mnóstwo ludzi może poczuć się tak, jakby tam żyło od lat. To Los Angeles, gdzie od dawna mocno bije serce filmowego świata. Charakterystyczne litery HOLLYWOOD na wzgórzu, Aleja Sław, „oscarowy” gmach Dolby Theatre, Dodger Stadium czy amfiteatr Hollywod Bowl – wszystko to wydaje się bardzo znajome. Podobnie jak zakamarki Downtown, czyli samego śródmieścia, czy zadbane uliczki Beverly Hills. Podobne odczucia jak w przypadku Miasta Aniołów towarzyszą pobytowi w trzeciej co do wielkości metropolii – Chicago. W Wietrznym Mieście najwięcej atrakcji czeka w Downtown, którego granice wyznacza Pętla (Loop) pokrywająca się z linią kolei nadziemnej i ulokowana nad brzegiem jeziora Michigan. Punkt odniesienia stanowi tam smukły Willis Tower (dawny Sears Tower) – 442-metrowy wieżowiec, drugi najwyższy w całych Stanach Zjednoczonych. Na nudę nikt nie będzie narzekał także w wielu mniejszych (choć wcale niemałych!) miastach. Mowa choćby o Filadelfii – pierwszej stolicy kraju i kolebce państwowości amerykańskiej, Miami – magicznym mieście, Las Vegas – mieście grzechu i mieście drugiej szansy, Bostonie – mieście sąsiedztw, Orlando – stolicy rodzinnej rozrywki, czy też stołecznym Waszyngtonie, gdzie kulisy życia przybliżył ostatnio popularny serial „House of Cards”. Nic, tylko zamienić się w bohatera filmu drogi i zacząć podróżować pomiędzy nimi…    

 

MOŻE CIĘ TEŻ ZAINTERESOWAĆ: NORWEGIA, ATRAKCJE TURYSTYCZNE

Rozwiń mapę
Zwiń mapę